SYLWIA TRÓLKA

Moja historia związana z CISV rozpoczęła się od udziału w wiosce w Leeds w 1990 roku i (z dwudziestoletnią przerwą) trwa do dziś. Przełom lat 80.i 90. XX wieku to okres wielkich przemian w Europie. Był to czas, w którym nastąpił upadek komunizmu i wyłonił się nowy obraz polityczny i gospodarczy świata.
A co działo się w Polsce? Bardzo wiele – nastąpiła transformacja systemowa. Została obalona komuna. Po Obradach Okrągłego Stołu Polska stała się krajem demokratycznym. W gospodarce zrodziła się polityka prywatyzacji. Polacy toczyli walkę z galopującą inflacją. Ponadto rok 1990 to czas kiedy nie istniały telefony komórkowe w Polsce (sieć Centertel powstała w 1992 roku), a w domach telefony stacjonarne nadal jeszcze stanowiły rzadkość. Moje zetknięcie się z CISV przypadło zanim w biurach i naszych domach rozgościły się komputery. Wówczas jeszcze powszechnie stosowano maszyny do pisania. Booklet naszej delegacji został sporządzony na takiej właśnie maszynie. Pojawiły się pierwsze kserokopiarki i to ułatwiło mojej delegacji przygotowanie kilkudziesięciu bookletów. Od roku 1988 Polacy łatwiej uzyskiwali paszport, ale żeby wyjechać do jakiegokolwiek kraju Europy Zachodniej – potrzebna była wiza wjazdowa. Jako leaderka podjęłam starania o taki właśnie dokument dla każdego z mojej delegacji.
Obecnie mamy XXI wiek. Przyszedł czas, aby CISV stało się tradycją
w mojej rodzinie. Wysłałam na wioskę własne dzieci. Efektem tego działania stało się to, że niechcąco „zaraziłam” córkę miłością do CISV.
Wioska w Leeds była moim jedynym obozem CISV. Trwała tyle samo, jak inne wioski – 28 dni. Wiele różnych szczegółów dotyczących realizacji programu na moim camp’ie powtarza się na współczesnych wioskach: plan dnia, zarówno pierwszy jak i środkowy weekend spędzany u rodzin, funkcje pełnione na wiosce, niektóre piosenki i pląsy (energizers), „takk for maten” (obecnie znany jako „kiitos”), „National Evening” i oczywiście „the day off” dla kadry. Niezmienne nadal pozostają idea i cele CISV. Jednak pojawiło się odmienne nazewnictwo, niektórych elementów: „JC Shop” kiedyś nazywał się „Tuck-shop”, „Open Day” był u nas pod nazwą „Hospitality Evening”, a na „Lullabies” mówiliśmy „Night Songs”. Natomiast nie spotkałam się na mojej wiosce z zabawą „rich and poor”, jaka towarzyszyła na wioskach mojej córki w 2014 i syna w 2016 roku. Również nie miałam przyjemności wówczas poznać takich pląsów jak: „Ooh, Elena”, „Pony Song” itd. Za to moje dzieci nie miały kilku zabaw, które mimo upływu czasu nadal tkwią w mojej pamięci. Są to m. in. „Winking Game”, „Horse Shoes”, „Cards”.
Obecnie moja działalność w CISV nie kończy się na udziale osobistych dzieci w obozach (Rzym 2014, YM Monachium 2016, Warszawa 2016). Staram się rozwijać, biorąc udział w szkoleniach wzbogacających moją wiedzę w zakresie różnych tematów związanych z CISV. To jest mój wolontariat, który dodaje mi „skrzydeł” zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym.